|
|
|
 |
                                       |
 |
|
|
Twórcy: Prezes |
|
Okładka, tracklista
|
|
|
|
| |
|
1. Droga do mistrzostwa 2. Doceniam 3. Legenda o trzech szewcach... 4. Boże, dzięki 5. Najdłuższa zwrotka świata 6. S.z.c.z.a.n.i.e. 7. Taki numer 8. Dla tych co są przeciw 9. Impreza inaczej 10. Pozdrowienia dla Grz'a (fristajl) 11. Satyra na dużych chłopaków 12. Jeden dzień z życia tajnego agenta 13. Emceżerca 14. Rzut mięsem 15. Zorganizowany 16. Bo ona 17. Przebój 18. Sławny 19. Dorosłem (ft. Mezo, Pan Duże Pe) 20. Pewniak prezes |
|
|
|
|
|
|
|
Recenzja
|
|
|
|
| |
Mam nadzieję, że są wśród Was, drodzy czytelnicy, osoby, które nie traktują hip-hopu całkiem serio. Które, widząc w telewizji kolejną dyskusję na temat tej muzyki, wypełnioną wywodami o przygnębiających realiach, braku pieniędzy i frustracji młodzieży, która pragnie się przeciwko takiej rzeczywistości buntować, nie mają więcej ochoty nazywać siebie "hip-hopowcami". Które nie zamierzają tracić czasu na rozpatrywanie ideologii, a stawiają na wypływającą z muzyki radość. Są? Jeśli tak, jest dla kogo pisać tą recenzję i komu polecać nową płytę Prezesa.
Jest to doprawdy jeden z nielicznych raperów, który tworzy z takim przymrużeniem oka. On się hip-hopem po prostu bawi, robi za mikrofonem dokładnie to, na co ma ochotę, daje poprzez kawałki upust swojej niesamowicie bogatej wyobraźni. Dlaczego? Bo sprawia mu to olbrzymią frajdę. Nie chce pouczać, nieść przesłania, ani nawracać słuchaczy, którzy w życiu błądzą, na słuszną drogę (chyba że nie wiedzą jak trafić do WC). Podchodzi do wszystkiego z ogromnym dystansem, na luzie. Poczucie humoru nie opuszcza go niemal nigdy - a trzeba przyznać, że ma je specyficzne, choćby w postaci naprawdę wybornych parodii. Uśmiech będzie nam stale towarzyszył, to odruch bezwarunkowy na teksty Prezesa (nie znikający wcale przy kolejnych przesłuchaniach "Rapterapii"), którego twórczość nie jest odzwierciedleniem szarej rzeczywistości, jest za to ukazaniem barwnej i kolorowej osobowości tego człowieka - nowatora na polskiej scenie pod każdym względem. Jeśli wydaje Wam się, że dostrzegacie już sporo przykładów oryginalności wśród rodzimych MC, nowy materiał goleniowskiego rapera zweryfikuje te teorie, dopiero teraz zrozumiecie sens w/w słowa. Oto za sprawą tejże osobistości i jej wyczynów możemy pojąć, co naprawdę znaczy robić coś inaczej, po swojemu. Poznajemy człowieka, który na hip-hop ma własne patenty, nie dające się porównać z żadnym innym rapem wychodzącym w Polsce. Gwarantuje, że będziecie zaskoczeni.
Czym? Niebanalnymi pomysłami, które zrodziły się w jego głowie. Właśnie w tym tkwi urok opisywanej płyty, która pokazuje, jak wiele tematów nie zostało jeszcze poruszonych i jak wiele spraw dotychczas na polskiej scenie przemilczano. Zapytacie pewnie, cóż takiego wymyślił ten Prezes, że tak bardzo podkreślam odmienność jego poczynań. Przede wszystkim mówi o sprawach wyjątkowo nietypowych, o których nawet nie pomyślelibyście, że można nagrywać kawałki. Interesuje Was problem oddawania moczu czy kobiecego orgazmu? Pewniak Prezes. Chcecie posłuchać, co mu się przyśniło, albo co przeczytał w kobiecym czasopiśmie i jak się do tego odnosi? Szczegółowo to wyjaśni. Już widzę hordy protestujących przeciw takim rozwiązaniom, ale Prezes to Prezes, jest bezlitosny. Wiemy już, co robi, skupmy się na tym, jak to robi, jako że forma zasługuje na niemniejszą uwagę. Doskwierają Wam już powtarzane setki razy wersy? Te same, występujące na większości z posiadanych przez Was płyt rymy? Macie dość lirycznych banałów, praktykowanych przez wielu polskich MC? Nasz terapeuta postarał się, byście nie musieli znów odnotować wrażenia deja-vu. Zamieścił zwrotki jakościowo nad wyraz wybitne: nie dość, że liryka osiągnęła najwyższy poziom i nie jest w żaden sposób powtórką z rozrywki, to jeszcze w pełni wykorzystane zostały możliwości, jakie daje język polski, ukazana jest pełnia jego bogactwa. Nie miałem pojęcia, że tyle można zrobić ze słowami. Bez obaw o podwórkowe prostactwo, obcujemy z czymś wręcz przeciwnym, toż to elokwencja, jakiej poloniści mogą Prezesowi pozazdrościć. Zadbał oczywiście o tak ważną w rapie rzecz jak porównania, by były i częste, i dobre. Specjalnie niczego nie zacytuję, byście mogli poczuć satysfakcję dopiero z chwilą włączenia tej niezwykłej płyty. Za co największa chwała: raper wprowadzając nas w świat swoich najrozmaitszych obserwacji konsekwentnie trzyma się obranego tematu, realizuje go od początku do końca. Każdy kawałek to osobna historia, mająca wstęp, rozwinięcie i puentę. Rzecz imponująca, warta odnotowania. Nie słyszymy niejasności, motania się, zgubionego w połowie nagrania sensu, co denerwuje u niektórych rymotwórców. Do nich: patrzcie i uczcie się. Nie mam również żadnych zastrzeżeń do flow Zimnego Drania, słychać tu zaangażowanie i pracę włożoną w przygotowanie się do zarejestrowania poszczególnych kwestii, a dodajmy, że są na tyle rozbudowane, iż do poprawnego wykonania tej czynności nie mogło dojść za pierwszym razem. Brawa.
Na ponad połowie materiału Prezes jest pyszałkiem i zarozumialcem - świetnie sprawdza się w tej roli. Wyzbył się litości, udowadnia swoją wyższość (nad innymi MC... nad kobietami...), pokazuje wszystkim wokół, kto tu rządzi i kto jest niezaprzeczalnym numerem jeden w profesji zwanej MC'ingiem. Przechwałki, których mamy okazję wysłuchać pozwalają bez zastanowienia nazwać go mianem czołowego reprezentanta polskiego braggadocio, Warszawa może się spokojnie kłaniać. Szczególnie GRZ, w ramach podziękowania za reklamę (goleniowski raper poświęcił mu cały numer). "Rapterapia", mimo iż stanowi produkcję undergroundową, zapewne dotrze do większej liczby słuchaczy, niż oficjalnie wydane nagrania Peel Motyff.
Byłbym jednak nieuczciwy, gdybym nie napisał o czymś, co występuje na płycie rzadko, ale jednak jest - o mankamentach. Jakie licho skusiło Prezesa do kombinowania z flow? W dwóch nagraniach podobne eksperymenty źle się kończą, trudno przełknąć przedstawione w ten sposób opowieści. Z jednej strony tylko dwa numery, z drugiej aż dwa. Ubolewam także nad refrenem "Zorganizowanego", brzmi, jak gdyby był pisany w pośpiechu. Także realizacja wokali nie zawsze jest zadowalająca, bywają chwile, gdzie dopiero po opanowaniu nacierającego hałasu można skupić się na tym, co "Emceżerca" ma do powiedzenia... niby to drobiazgi, ale skoro "do perfekcji w swej profesji"?
Nie sposób również wybaczyć pomysłodawcy płyty wyboru gości (poza dwoma wyjątkami, o których za chwilę), bowiem zaproszeni MC's ustępują Prezesowi pod względem stylu, a co gorsza - na ogół nie odnajdują się zupełnie w jego pomysłach. Barbarzyństwem jest wsparcie WOLF'a, który pozwala dosłuchać niezłego w sumie numeru "Doceniam" (jedno z ambitniejszych nagrań) tylko do połowy... potem trzeba przewijać. Mądre uwagi gospodarza są zakłócone prymitywnymi wyzwiskami i słownictwem w stylu: "frajer", "dupa", "sukinsyn", "durny łeb zakuty", które bezlitośnie wypychają słuchacza z jadącego w stronę ciekawej puenty pociągu. Szkoda. Pochwały jedynie (albo aż) za wzięcie pod uwagę, przy ustalaniu listy zaproszonych: Mezo (Lajner/Poznań) i Pana Duże Pe. Wnoszą sporo, ratują honor gości i odpowiednio urozmaicają końcówkę materiału. Aż miło ich usłyszeć obok Prezesa.
Byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy usłyszeli świetne bity. Niestety, muzyka na tym krążku nie zawsze jest do zaakceptowania. Owszem, poszczególne produkcje prezentują wymagany dla tekstów klimat, i tak gdy ma być ostro, jest ostro ("Najdłuższa zwrotka świata"), a gdy niepokojąco, jest niepokojąco ("Jeden dzień z życia tajnego agenta"). Mamy również podkłady, które nie będą miały problemu z rozbujaniem naszych głów na dobre ("Bo ona"), jednak duża część płyty brzmi tak, jakby producenci (Cin, Pilak, K2) byli bardzo ograniczeni jeśli chodzi o sample. Wykorzystują dźwięki, które nijak nie są przyjazne uchu, tym bardziej trudno przy pomocy stworzyć coś piorunującego. "Brudne" brzmienie potrafi zirytować, szczególnie kiedy tekst Prezesa aż prosi się o inną, dużo ciekawszą muzykę ("Sławny"). Ubolewam, gdyż tak dobry MC nie może rymować do podkładów tylko średnich, z którymi z wielkim trudem przyszłoby mu rozkręcić jakąkolwiek imprezę.
Tyle krytyki. Jeśli macie już dość monotonii rodzimego rapu, powtarzanych w kółko sloganów i mentorów pod postacią MC`s, a szukacie czegoś eksperymentalnego - koniecznie sięgnijcie po nową płytę Prezesa. Twórcy na tyle ciekawego, że nie znać go nie wypada. Dobrze radzę poddać się aplikowanej przez niego terapii, dającej i efekty, i przyjemność. Powrót dobrego samopoczucia gwarantowany.
Recenzja: Keb (Czyste Słowa) |
|
|
|
|
|
|
|
Download
|
|
|
|
|
|
|
|
Dodano: 22 Wrzesień 2005, 0:03:21 |
Wyświetleń: 847 |
Ostatnia edycja: Nigdy |
|
|
|
|
|
|